• knzouam

Anoreksja oczami osoby po recovery - cz. 2

Z Anią rozmawia Agata Ukleja. Pierwszą część wywiadu znajdziesz TUTAJ





Jaki oceniasz doświadczenia z leczenia szpitalnego?


Po śmierci mojego dziadka, byłam już tak załamana i wyczerpana, że z płaczem poprosiłam mamę o pomoc, żeby mnie uratowała. I wtedy moja mama poruszyła niebo i ziemię i wyczarowała dla mnie miejsce w szpitalu psychiatrycznym w Poznaniu. Wraz z tatą zawieźli mnie tam po tygodniu oczekiwania [AU] . Byłam przerażona, oddalona od bliskich o 400 km, w dodatku w szpitalu psychiatrycznym. Moje wyobrażenia o tym miejscu były wtedy typowymi ujęciami z filmów. Sale pełne niezrównoważonych psychicznie osób, pasy, izolatki.. Koszmar. Wiedziałam, że i tak nie ma odwrotu, to była jedyna nadzieja

Najgorszy był pierwszy tydzień, żeby się zaaklimatyzować. Potem jakoś poszło, był czas, że wcale nie chciałam opuszczać tego miejsca. Byłam odcięta od rzeczywistości, z osobami, które mnie rozumieją, z pielęgniarkami, które się mną opiekują. Czego więcej trzeba dla zdesperowanej, wychudzonej nastolatki, która podświadomie szukała atencji.


Szpitale psychiatryczne nie przyjmują wszystkich pacjentów. Bardzo ciężko jest dostać się na oddział. Pacjenci po próbach samobójczych, po ciężkich samookaleczeniach lub jeżeli chodzi o zaburzenia odżywiania, z BMI równym 13, 14 mają pierwszeństwo. Zdarza się jednak, że i w tak skrajnych przypadkach niedożywienia, trafiają na inne oddziały - [AU]

Lecznie anorektyczek w szpitalach państwowych skupia się przede wszystkim na jedzeniu, na wadze, co jest chyba największym błędem, bo mamy bzika na tym punkcie! [AU] Prowadziłam dzienniczek i zapisywałam swój jadłospis w ciągu dnia, opisywałam każdą kromkę chleba, każdy kubek kakao wraz z wartością energetyczną jaką miały. Wracając do leczenia. Miałam rozplanowane 4 fazy diety. Zwiększały się one co dwa tygodnie, aż kończyły na fazie 4-tej. 6 posiłków dziennie i odczekiwanie półgodziny po każdym posiłku to rutyna dnia anorektyczki.

Niestety przez większość czasu i tak oszukiwałam. Chowałam jedzenie w rękaw, ćwiczyłam w toalecie.


Rolą szpitala jest przede wszystkim jak najszybsze wyciągnięcie pacjenta ze stanu zagrożenia życia, czyli w przypadku zaburzeń odżywiania, dożywienie. Ma to również umożliwić dalsze leczenie. Sytuacja jest patowa, ze względu na to, że teoretycznie przy BMI poniżej 16 to nie powinno zaczynać się pracy terapeutycznej. W rzeczywistości, z chory z BMI równym 16 ma nikłe szanse na przyjęcie na oddział - [AU]

Terapii z psychologiem miałam może z 3. Nie byłam z nich zadowolona, niektóre osoby wcale nie miały takich terapii. Mieliśmy kilka razy w tygodniu terapie grupowe, były to grupy dla wszystkich pacjentów, a nie tylko anorektyczek. [AU3] Najbardziej pomocne były jednak spotkania z naszymi lekarzami prowadzącymi, które nie były jednak codziennie. To zależało od obecności lekarza. Moja lekarka była bardzo miła i konkretna. Dobrze ją wspominam, pokazała mi wiele przydatnych rzeczy i dała wsparcie.

Należy zwrócić uwagę na ten pozytywny aspekt, ze względu na to, że psychiatrów dziecięcych jest niestety coraz mniej i są zbyt przeciążeni pracą (na dzień 31.03.2019 r. w Polsce zarejestrowanych było 455 lekarzy ze specjalizacją w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, w tym 419 wykonujących zawód) - [AU]

Niestety wizyty z rodziną, spacery, gimnastyka, przepustki były zależne od mojej wagi a nie poprawy psychicznej. Wszystko kręciło się wokół wagi, a co najgorsze te diabelskie cyferki, które tak bardzo zniszczyły moje życie, nie zniknęły, wręcz przeciwnie, raz w tygodniu widziałam swój progres i to jak wielką kulką się staje. Jeszcze bardziej mnie to załamywało. To był i na pewno jest duży minus. Waga to najmniej istotna rzecz w leczeniu anoreksji ( dla pacjenta). Nie powinny być widoczne dla mnie i innych dziewczyn. Do minusów należy też skąpa ilość terapii z psychologiem. To właśnie terapia jest kluczem do wyzdrowienia, a nie przytycie, czy po prostu jedzenie.[AU]


Sytuacja polskiej psychiatrii dziecięcej wciąż ulega pogorszeniu. Opisywana sytuacja miała miejsce 6 lat temu. Obecnie może to wyglądać jeszcze gorzej – nie są to sytuacje zależne od szpitala – a od braku funduszy przeznaczanych na utrzymanie i prawidłowe funkcjonowanie szpitali. - [AU]

Jednakże pobyt w szpitalu był i jest dla mnie bardzo miłym i ciekawym doświadczeniem. Tyle osób ile dane mi było poznać, wspaniałych osób. Wszyscy byliśmy dla siebie jak jedna wielka rodzina.[AU] Wspólne seanse filmowe, gry czy układanie puzzli. Zawsze mogłam tam liczyć na czyjeś wsparcie, na to, że mnie ktoś wysłucha lub po prostu będzie. Pamiętam, że wychodząc ze szpitala popłakałam się, nie chciałam zostawiać tam moich znajomych i tej części mojego życia. Do dziś mam kontakt z niektórymi i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć po upływie tylu lat.


Oddziałują tutaj grupowe czynniki leczące według Yaloma, m.in.: korektywne odtwarzanie rodziny pierwotnej czyli doświadczenie odmiennej pozycji czy roli w grupie, inne niż wśród członków rodziny; spójność grupy, altruizm, uczenie się umiejętności społecznych. - [AU]

2. Czy udało Ci się wyzdrowieć, a jeżeli tak – to co głównie się do tego przyczyniło?


Moim zdaniem ta choroba zawsze już będzie w jakimś stopniu ze mną, zawsze gdzieś tam z tyłu głowy będę słyszeć ten cichy głos, ale uważam , że przeszłam bardzo dużą przemianę i drugi raz nie popełnię tego samego błędu.

Na pewno jestem świadoma tego, że byłam chora i wiem, jakie zachowania są chorobowe. To jest chyba jeden z najważniejszych aspektów uświadomienie sobie tej choroby, wtedy wszystkie złe nawyki nie są już takie łatwe, bo wiesz, że robisz źle, że znowu chcesz zrujnować życie sobie i bliskim.

Po wyjściu ze szpitala w Poznaniu przez jakiś czas było dobrze, ale potem miałam nawrót choroby, nie byłam wtedy w pełni świadoma tej choroby i moich nawyków. Trafiłam do prywatnej klinika, spędziłam tam 3 miesiące stacjonarnie, potem kilka lat terapii, co tydzień byłam na terapii grupowej. To mi bardzo dużo dało, uświadomili mi tam moją chorobę i zaczęłam nad nią panować[AU] . Teraz gdy widzę, że coś niepokojącego zaczyna się dziać od razu umawiam się na wizytę do psychologia, żeby to przeanalizować. Życie lubi zaskakiwać, a my mamy własne metody jak sobie z tym radzić lub też uciekać od tej rzeczywistości.


Leczenie anoreksji to długa i ciężka droga. Ze względu na niedofinansowanie psychiatrii dziecięcej, najczęściej ratunkiem jest leczenie ambulatoryjne. Istnieją również specjalne placówki prywatne, w których leczenie wygląda zupełnie inaczej np. prywatny ośrodek leczenia anoreksji i bulimii w Malawie, prowadzony przez fundację „Drzewo życia”, który organizuje tz. „turnusy” – nie tylko dla pacjentów, ale również dla ich rodzin. Pacjentki m.in. przygotowują posiłki samodzielnie, uczestniczą w terapii indywidualnej, ale także rodzinnej, mają zajęcia z dietetykiem, zajęcia uwzględniające pracę z ciałem. - [AU]

Co według Ciebie można zrobić, aby wesprzeć osobę, u której zauważamy podobne problemy?


Przede wszystkim być świadomym, że anoreksja to nie tylko problem żywieniowy, to jeden z jej objawów, ale źródło leży w naszej psychice, coś musiało spowodować tę chorobę. Więc teksty w stylu „ wystarczy, że zaczniesz jeść” są bardzo demotywujące. Moim zdaniem bycie z tą osobą, wsparcie w pokonywaniu trudności, to jest bardzo ważne. Odwrócenie jej uwagi od tych koszmarnych cyferek i jedzenia. Pokazanie, że poza kaloriami jest też inny ciekawy świat. Być może uda się ją namówić na terapię, to byłoby wielkim plusem. Ciężko jest powiedzieć, co zrobić aby wesprzeć taką osobę, bo każdy z nas jest inny, u każdego z nas ta choroba ma inne źródło, może warto porozmawiać, dlaczego jest tak a nie inaczej?


Jak z perspektywy czasu patrzysz na siebie i swoje zachowania?


Może zacznę od tego jak było podczas choroby.

Jedyne uczucia jakie czułam ( o ile coś czułam) to smutek, złość i przygnębienie. Wiecznie zmęczona i nieszczęśliwa, zła, że nie mogę dopiąć swojej idealnej wagi, która nigdy idealną być nie mogła, bo z każdym kilogramem mniej sięgałam coraz to dalej. Anoreksja byłą dla mnie całym światem, pochłonęła mnie. Nie było już Ani, wesołej i towarzyskiej dziewczyny, tylko kukiełka, która poza cyferkami nie widziała nic innego. Puste naczynie, taka właśnie byłam.

Natomiast teraz, po kilku latach leczenia, jestem na pewno osobą silniejszą, bardziej świadomą tego kim jestem i jaka jestem oraz świadoma swojej choroby. Czasem jestem smutna, czasem wesoła, potrafię się śmiać i płakać, co w tamtym czasie było dla mnie czymś niemożliwym. Pokonuje trudności życiowy w rozsądny sposób, nie uciekam od problemów i samorealizuję się w wielu kwestiach mojego życia.

Czy chciałabym kiedyś wrócić do anoreksji? Na pewno nie, i to jest chyba odpowiedź, która pokazuje, że anoreksja to zamknięty rozdział w moim życiu, natomiast znamię jako po sobie zostawiła, będzie ze mną już na zawsze.

Anoreksja to bardzo ciężka i skomplikowana choroba, czas jaki potrzebowałam na całkowite wyzdrowienie to około 5 lat. Trzeba jednak pamiętać, że każdy z nas jest inny. Mogę jednak powiedzieć, że nie jest to choroba nieuleczalna i jestem właśnie przykładem takiej osoby.

Najważniejsze to chcieć wyzdrowieć! Wystarczy nawet maleńkie ziarenko, ale bez tego nie da się jej pokonać i bez wsparcia bliskich.


Ania zdecydowała się podzielić swoją historią, co z pewnością nie było dla niej łatwe, jednak to co przekazała daje nadzieję, że anoreksja jest chorobą, z której można się wyleczyć. Potrzeba ogromnego wysiłku, samozaparcia i czasu.

100 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie