• knzouam

Niedosyt, reż. Carlo Mirabella-Davis (Recenzja)

Zaktualizowano: 24 gru 2020

Główna bohaterka Niedosytu to dziewczyna, która ma perfekcyjne życie.

Z pozoru.


Luksusowa willa, przystojny mąż z dobrego domu, bogaci teściowe i perfekcyjne życie jak z obrazka szybko okazują się pułapką. Dom staje się nudną, zimną klatką. Mąż troszczy się, ale jakby tylko o siebie. Teściowe widzą tylko potencjalne przedłużenie rodu w postaci wnuka, matkę traktując jak powietrze.


W pierwszym odruchu bohaterka wydaje nam się skrajnie nudną perfekcjonistką, pozbawioną zainteresowań czy własnego zdania. Jej wygląd, zapewne w celowym zabiegu reżysera, przywodzi na myśl manekina. Obserwując rodzinę męża, ich wzajemne relacje i sposób interakcji ze światem zdajemy sobie jednak sprawę, że są oni doskonałymi manipulatorami. Hunter (protagonistka) nie ma nawet kiedy się zorientować, że za perfekcyjne życie zapłaci swoją tożsamością. Niepostrzeżenie zostaje sprowadzona do użytecznych funkcji: inkubatora, pomocy domowej, seksualnego spełnienia.


Kiedy bacznie się przyjrzymy, zauważamy w niej przebłyski osobowości, która chce być uwolniona. Pica, czyli zaburzenie polegające na połykaniu niejadalnych przedmiotów, staje się jej niemym buntem przeciwko presji, kontroli i uwikłaniu. Robiąc "coś nieoczekiwanego" (za radą podręcznika dla ciężarnych) i połykając ukradkiem malutkie przedmioty broni ostatniego kawałka swojej podmiotowości. Po wydaleniu czyści je dokładnie i układa na tacy niczym trofea w walce o własną sprawczość. Leżą na widoku, jak cicha prowokacja i dumny symbol oporu.


Dziewczyna walczy nie tylko z próbami dominacji przez innych, ale przede wszystkim ze sobą. Poza środowiskiem pielęgnującym w niej uległość, widzimy również, że zmaga się z niską samooceną, poczuciem nieadekwatności i lękiem przed odrzuceniem. Ból towarzyszący spożywaniu niejadalnych przedmiotów (tu ostrzegam osoby wrażliwe na krew) czy operacyjnemu ich usuwaniu jest zarówno symbolem wydzierania siłą władzy, jak i formą autoagresji. Karą za pozwalanie sobie na istnienie.


Z drugiej strony mamy tu klasyczny wątek objawu pełniącego funkcję zwrócenia na siebie uwagi i zmuszenia do otoczenia opieką osoby chorej. Przez chwilę mamy nadzieję, że po wizycie w szpitalu teściowie zobaczą coś więcej niż macicę protagonistki, a mąż w końcu wyjmie nos z telefonu i zamiast patrzeć, nareszcie ZOBACZY. Niestety, jak to często bywa, zamiast skupić się na wspólnym rozwiązaniu problemu, rodzina osacza bohaterkę jeszcze większą kontrolą i zatrudnia ochroniarza-nianię, który odziera Hunter z resztek prywatności. Paradoksalnie okaże się on postacią z największą dozą empatii i to w nim znajdzie najwięcej otuchy.


Reżyser dobrze oddaje różne symptomy i mechanizmy zaburzeń odżywiania, wspólne pomiędzy diagnozami, a scenografia świetnie odzwierciedla spór pomiędzy oziębłością i martwotą, a wibrującym kolorami życiem. Nie chcąc zdradzać za dużo powiem tylko, że film nie pozostawi nas w tytułowym "niedosycie". Pomimo otwartego zakończenia, będziemy czuć ogromną satysfakcję obserwując jak jaskółka ('swallow', angielski tytuł filmu znaczący również 'połykać') wyłamuje kolejne kraty swoje klatki.


Autorka: Aleksandra Frydrysiak

74 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie